W Opatowie zjadamy do końca!

/budynek dawnego starostwa w Opatowie, na pierwszym planie krajowa dziewiątka

 Jadąc krajową dziewiątką z Rzeszowa do Warszawy nie można nie przejechać przez Opatów. 10 kilometrów kwadratowych, 6,5 tysiąca mieszkańców, 1 szpital, 1 siedziba starostwa i piękna romańska kolegiata. A nawet własne Radio! Mam do niego sympatię - kupiłem w nim swój pierwszy samochód!
 Ile razy przejeżdżam to miasto tyle razy moją uwagę przykuwa zniszczona, piętrowa kamienica o paskudnej fasadzie z odpadającym tynkiem, stojąca przy samej drodze krajowej. W XIX wieku była siedzibą władz powiatowych. W końcu listopada 1863 roku gen. Hauke-Bosak (jeden z moich ulubionych dowódców powstania styczniowego) zajął ze swoim oddziałem miasto i zrabował z niej 5 tysięcy rubli. Rosjanie, zupełnie zaskoczeni, nie byli w stanie przygotować obrony.

 Kilometr od wspomnianego budynku jest mała knajpka, w której serwują dwudaniowy obiad za 9,99. Jadam w niej nieraz. Jest tanio, smacznie i tanio! Ostatni wtorek, wczesne popołudnie: zamówiłem rosół i schabowego. Czekam. Wchodzi dwóch na oko 40-latków. Pewnie drobni przedsiębiorcy. Wracają z Warszawy. Zachwyceni świetnymi cenami i sporym wyborem zagadują panią za barem. Chwilę później dostają krupnik. Kiedy odnoszę swój pusty talerz po rosole widzę, że moi towarzysze zupy prawie nie tknęli. Dostają drugie - wątróbkę z ziemniakami i surówkami (bez marchewki - tak jak prosili). I znów po kilku minutach oddają prawie nietknięte.
DOŚĆ!
Pani zza baru pyta czy nie smakowało.
- ależ smakowało!
- Obiad niedobry? - pyta kucharka, która nagle pojawia się obok
- dobry, dobry, tylko dla nas trochę za wcześnie - odpowiadają wyraźnie zbici z tropu panowie
- Nie smakuje wam nasze jedzenie? - do dyskusji wtrąca się szefowa baru, która wychodzi właśnie zza drzwi kuchni.
 Zanim jednak mężczyźni zdążą odpowiedzieć w drzwiach pojawia się jeszcze jedna pracownica (to już chyba pełny skład!?) i też obrzuca oburzonym spojrzeniem niepokornych gości.
 Panowie wyglądają jakby chcieli zapaść się pod ziemię. Wzrok wbity w podłogę, wstyd rysujący się na twarzy. Na myśl przychodzą mi obiady ze szkolnej stołówki w podstawówce i wyczekiwanie na moment, w którym nikt nie zauważy pospiesznie odnoszonego niedojedzonego obiadu.
 A myślałem, że już nigdy tego nie doświadczę!
/Dawid