ostrowizacja Europy Środkowo-Wschodniej (?)

/huta w Ostrowcu Świętokrzyskim, zdjęcie archiwalne; źródło: um.ostrowiec.pl
 
   Ostrowiec Świętokrzyski. Najtańsza stacja benzynowa w mieście przy drodze przelotowej Tarnobrzeg-Radom, wciśnięta gdzieś w poprzemysłową okolicę. Na dystrybutorach nie ma kolorowych plakatów informujących o oszczędności czasu i pieniędzy przy samodzielnym tankowaniu gazu. Czekam więc na pracownika. Młody chłopak. W rozmowie dowiaduję się, że naprzeciwko (dzisiaj tory przeciągnięte przez pustą przestrzeń) stała kiedyś ogromna huta zatrudniająca kilkanaście tysięcy ludzi, i że została z niej tylko namiastka z tysiącem pracowników. Kilkaset metrów dalej stoi dworzec autobusowy, który znam doskonale z dawnych przejazdów na trasie Kolbuszowa-Warszawa. Do Ostrowca można było spać, od Ostrowca już nie – w autobusie robiło się wtedy zwyczajnie za ciasno.

    Tankowanie się kończy. Kończymy też naszą rozmowę. Słucham opowieści o miejscu tonącym w zupełnej beznadziei, bez jakichkolwiek perspektyw na pracę, z którego wyjechali prawie wszyscy młodzi ludzie, o mieście, w którym z 70 tysięcy mieszkańców zostało tylko 30 tysięcy.

   Wiem, że podobne rzeczy mógłbym usłyszeć w bardzo wielu innych miastach powiatowych w Polsce. W leżącym sześćdziesiąt kilometrów bliżej Warszawy Radomiu, od czekających o piątej rano na codzienny pociąg do pracy do Warszawy, w położonym jeszcze czterdzieści kilometrów dalej Dęblinie słynącym ze swojej szkoły lotniczej, od młodych zarzekających się, że tutaj nie ma za co żyć, czy w jakimkolwiek innym zakątku Polski.

    I to wszystko w zasadzie można by nawet wyjaśnić procesami ekonomicznymi, zmianami gospodarczymi, dynamicznie rozwijającymi się metropoliami wysysającymi z prowincji siłę roboczą i zakłady pracy.
   Tylko jak wyjaśnić fakt, że ostrowiecka huta, która zredukowała zatrudnienie z 17 tysięcy do 1,3 tysiąca, wciąż jest wśród 300 największych zakładów Europy Środkowo-Wschodniej??
 
 
 [Dawid]