Po drugiej stronie Wisły

/Most na Wiśle pod Tarnobrzegiem; zdjęcie znalezione w Internecie 

   Przekraczałem go wielokrotnie. Jest wąski, stary, nitowany, a Wisła wygląda z niego imponująco. Przejazd przez most pod Tarnobrzegiem jest zawsze dla mnie przekraczaniem granicy. Kiedy jadę na północ czuję się tam nieswojo, kiedy wracam na południe – jakbym wracał do domu.

   Wcale nie chcę przez to powiedzieć, że kraj nam się jeszcze nie zrósł po zaborach i że Wisła rozgranicza dwie różne Polski. Ale jak to jest, że bardziej „u siebie” czuję się na średniowiecznym niemieckim rynku w słowackim Bardejowie, czy na brukowanych ulicach starego miasta we Lwowie niż na wielkich, szerokich placach Lublina czy potężnych alejach Warszawy?

  Zastanawiam się, czy to samo czuli wkraczający w Świętokrzyskie legioniści Piłsudskiego w 1914 roku. Czy ci chłopcy spod Krakowa, Tarnowa, Nowego Sącza nie czuli się obco w małych, starych, prowincjonalnych miasteczkach, dawniej leżących w samym sercu Polski, a wtedy na krańcowej prowincji Imprerium Rosyjskiego? Czy to samo czuli galicyjscy ochotnicy, których w radomskiem w 1863 witały wypisane cyrylicą afisze na drewnianych, przypominających te irkuckie, domach tamtejszych miast? Czy powstańcy z Kolbuszowej, którzy w 1833 przekroczyli Wisłę też nie czuli się obco po tamtej stronie? A odwrotnie? Czy powstańcy listopadowi uchodzący spod Warszawy w 1831 roku nie czuli się w Galicji jak za granicą? Byli przecież wśród ludzi, którzy nie wiedzieli kto to wielki książę, nie znali zsyłek na Sybir, od 1768 roku nie przelewali krwi za ojczyznę, wśród ludzi, których nie interesowało to co dzieje się w Petersburgu.

   I jeszcze, dlaczego nam tak blisko do Słowaków z Bardejowa czy Ukraińców ze Lwowa? Czy to przez sto pięćdziesiąt lat wspólnej historii? Czy przez to że razem patrzyliśmy na południe, do Wiednia, zamiast na Wschód? Czy to dlatego, że wszyscy mieszkamy u stóp tych samych Karpat?
   A może to tylko złudzenie i tarnobrzeski most nie jest już dzisiaj dla nikogo żadną granicą?
 
[Dawid]