Anglia - Londyn - pierwsze wrażenia

/British Museum, oko w oko ze sztuką starożytnego Egiptu
okolice Londynu, 19 czerwca 2015, przed północą

   Pierwszy raz w życiu jestem w Wielkiej Brytanii, pierwszy raz tak daleko na zachodzie! Co rzuca mi się w oczy po pierwszym dniu w Londynie i okolicach?
   Po pierwsze jest drogo! Jedziemy z Londynu jakieś 30 minut pociągiem podmiejskim. Bilet - 40 zł. Za takie pieniądze w Rumunii robiliśmy prawie tysiąc kilometrów (jadąc w czwórkę na gaz!), tutaj kilkanaście, może dwadzieścia kilka. Wcześniej, jeszcze w Londynie za bagietkę posmarowaną masłem z dodatkiem żółtego sera płacimy 14 zł (taniej się nie dało!) - znam wiele miejsc w Polsce, gdzie za takie pieniądze można by zjeść dwudaniowy obiad. Z kompotem!
   Po drugie - cywilizacja została na wschodzie. Właścicielka mieszkania w którym mieszkam (najbardziej ekskluzywna okolica Londynu!!) opowiada o tym, że dzieci przynoszą ze szkoły wszy, które trzeba regularnie wyczesywać. W takim miejscu, w XXI wieku!

   Londyn ma też ogromny plus! (pewnie ma ich sporo więcej, ale ja w tym pierwszym dniu zauważyłem właśnie ten jeden) Sporo świetnych muzeów jest darmowych! British Muzeum, od którego zaczęliśmy, mocno mnie rozczarowało (wcale być może, że po sporej części dlatego, że nigdy nie pasjonowała mnie starożytność). Zachwyciło natomiast Imperial War Muzeum - świetnie przygotowane, multimedialne i przejrzyste dla turystów, z mocnym przesłaniem i calą bazą sklepów, sklepików z pamiątkami. I co najbardziej utkwi mi w pamięci - na jedynej w Anglii wystawie poświęconej holocaustowi w pewnym momencie na ścianie pojawia się fragment nagrania wideo z... Kolbuszowej (!)