kościół węgierski? kościół niemiecki? kościół rumuński?

/zdjęcie: Alba Iulia. katedra rzymsko-katolicka widziana z krużganków kompleksu cerkwi koronacyjnej
Kamping Ananas, okolice Sybinu u podnóża Karpat, 4 czerwca, przed północą
 
   Boże Ciało. Przed siódmą rano ruszamy do kościoła w Turdzie. W żadnym mszy, ale za to mamy okazję zobaczyć wnętrze obu rzymsko-katolickich świątyń w tym mieście. Franciszkański skromny, schowany w zacisznym zielonym zakątku, drugi średniowieczny w samym sercu miasta. W tym drugim w przedsionku tablica po prawej (można ją przegapić!) z krótką informacją, że tutaj w latach 60. XVI wieku podpisano edykt gwarantujący swobodę wyznania w Siedmiogrodzie. Pierwszy taki w Europie, dopiero po nim przyjdą kolejne - w Rzeczpospolitej i we Francji. Obok tablicy skarbonka świętego Antoniego i wyryty w ścianie napis o niej informujący. Po węgiersku. Nad nim dokręcona do ściany plastikowa tabliczka z rumuńskim tłumaczeniem. Wieczorem już w Sybinie u podnóża Karpat w starym rzymsko-katolickim kościele pełnym niemieckich napisów msza w obrządku greko-katolickim. Widać, że nawet w kociołach - pewnie ostatniej ostoi niemieckości i węgierskości tych ziem - coraz częściej dominuje rumuńskość. Wielokulturowość zanika na rzecz państwa narodowego. 
   Dobrze to czy niedobrze? Nie mnie oceniać. Ale kiedy myślę o tej dawnej wielokulturowości od razu przychodzi mi na myśl stare miasto w Alba Iulia z wiekową rzymsko-katolicką katedrą z niezwykle dla Węgrów ważnymi grobami Jan Hunyadego, Izabeli Jagiellonski i jej syna. Prawosławni Rumunii budując w XIX wieku swoje państwo nie chcieli być gorsi i obok wystawili niezwykłej urody kompleks cerkiewny, w którym koronowano następnie rumuńskiego króla. Nie muszę chyba dodawać, że cerkiew wybudowano w takich rozmiarach żeby zasłoniła sąsiadujący kościół. Byliśmy w obu. Oba są imponujące. I w obu widzieliśmy wycieczki szkolne, a to węgierskie, a to rumuńskie odwiedzające własne kościoły.