Podróż poślubna przez stepy Mongolii [Slajdowisko + opowieści]

W sobotę 26 listopada o godzinie 16.00 w Miejskim Domu Kultury w Kolbuszowej opowiemy z Kasią o naszej podróży poślubnej przez stepy Mongolii.

Będzie m.in.:

- o tym jak Kasia opiekowała się wnuczką szamana i jak uczyliśmy Mongołów grabić siano
- o jedynym człowieku na świecie który odważył się zniszczyć ulubioną fajkę Stalina na jego oczach
- o tym dlaczego w Mongolii Polaków kojarzy się z ogórkami
- jak smakuje mongolska wódka z mleka klaczy (ajrag)
- o Polakach, którzy ukryli największy skarb w historii Mongolii
- o tym jak pięciu Mongołów zamknęło nas na całą noc w garażu na swoim podwórku

Zapraszamy!
Wstęp wolny!

[Dawid]

Read more...

Dlaczego Finlandia nie powinna być bogata?

Finlandia (Laponia), granica Koła Podbiegunowego - maj 2016

Tydzień temu wróciliśmy z Finlandii. To co najbardziej mnie w niej zachwyciło to fakt, że Finlandia JEST BOGATA, CHOCIAŻ NIE POWINNA!

 
  Był rok 1945. Lato. Właśnie skończyła się wojna. Laponia (100 tys. km kw, jedna trzecia terytorium Finlandii) została doszczętnie spalona przez wycofujących się Niemców (ze wszystkich zabytków zachował się JEDEN drewniany kościół z XVII wieku) 100 tys mieszkańców północnej Finlandii zostało bez dachu nad głową, 100 tysięcy zginęło w czasie wojny, 500 tys. uciekło z terenów zajętych przez ZSRR. Trzeba było znaleźć dom dla 600 tys ludzi /to tyle ile liczą dzisiejsze Helsinki! To dużo, zwłaszcza, że ówczesna Finlandia miała niespełna 4 miliony mieszkańców.
  Dwa lata później na mocy pokoju paryskiego Finlandia oddała 10% swoich ziem Związkowi Radzieckiemu. Zrezygnowała też z prowadzenia samodzielnej polityki zagranicznej (stąd pojęcie „finlandyzacja”) i odmówiła przyjęcia planu Marshalla, który odbudował gospodarczo zachodnią Europę. Obie decyzje miały jeden cel – nie drażnić ZSRR i za wszelką cenę zachować niepodległość!
 
  Dzisiejsza Finlandia jest 17 na liście najbogatszych krajów świata (licząc wg PKB na osobę). Lista liczy prawie 200 państw, bezpośrednio za Finlandią są: Niemcy, Belgia, Francja. Zajmuje też czołowe miejsca w rankingach konkurencyjności Światowego Forum Ekonomicznego, ma najlepsze szkoły na świecie (ranking PISA) i jeden z najniższych wskaźników różnic między bogatymi a biednymi.
 
  Co się stało przez ostatnie pół wieku z Finlandią? Na czym opiera się jej bogactwo?
 
Na zasobach naturalnych?
Nie. Jedyne licznie występujące w kraju zasoby to lasy!
Na dużej liczbie ludzi?
Nie. Finów jest 5 milionów, choć kraj jest większy od Polski. Na liście państw wg gęstości zaludnienia Finlandia nie mieści się w pierwszej 200!
To może na niskich podatkach ułatwiających rozwój gospodarczy?
Też nie. Podatki w Finlandii wynoszą 45% i należą do najwyższych na świecie (Finlandia ustępuje w tym względzie tylko innym krajom skandynawskim).
 
  Finlandia zdecydowanie nie powinna być bogata!
A jednak jest!
Read more...

W Opatowie zjadamy do końca!

/budynek dawnego starostwa w Opatowie, na pierwszym planie krajowa dziewiątka

 Jadąc krajową dziewiątką z Rzeszowa do Warszawy nie można nie przejechać przez Opatów. 10 kilometrów kwadratowych, 6,5 tysiąca mieszkańców, 1 szpital, 1 siedziba starostwa i piękna romańska kolegiata. A nawet własne Radio! Mam do niego sympatię - kupiłem w nim swój pierwszy samochód!
 Ile razy przejeżdżam to miasto tyle razy moją uwagę przykuwa zniszczona, piętrowa kamienica o paskudnej fasadzie z odpadającym tynkiem, stojąca przy samej drodze krajowej. W XIX wieku była siedzibą władz powiatowych. W końcu listopada 1863 roku gen. Hauke-Bosak (jeden z moich ulubionych dowódców powstania styczniowego) zajął ze swoim oddziałem miasto i zrabował z niej 5 tysięcy rubli. Rosjanie, zupełnie zaskoczeni, nie byli w stanie przygotować obrony.

 Kilometr od wspomnianego budynku jest mała knajpka, w której serwują dwudaniowy obiad za 9,99. Jadam w niej nieraz. Jest tanio, smacznie i tanio! Ostatni wtorek, wczesne popołudnie: zamówiłem rosół i schabowego. Czekam. Wchodzi dwóch na oko 40-latków. Pewnie drobni przedsiębiorcy. Wracają z Warszawy. Zachwyceni świetnymi cenami i sporym wyborem zagadują panią za barem. Chwilę później dostają krupnik. Kiedy odnoszę swój pusty talerz po rosole widzę, że moi towarzysze zupy prawie nie tknęli. Dostają drugie - wątróbkę z ziemniakami i surówkami (bez marchewki - tak jak prosili). I znów po kilku minutach oddają prawie nietknięte.
DOŚĆ!
Pani zza baru pyta czy nie smakowało.
- ależ smakowało!
- Obiad niedobry? - pyta kucharka, która nagle pojawia się obok
- dobry, dobry, tylko dla nas trochę za wcześnie - odpowiadają wyraźnie zbici z tropu panowie
- Nie smakuje wam nasze jedzenie? - do dyskusji wtrąca się szefowa baru, która wychodzi właśnie zza drzwi kuchni.
 Zanim jednak mężczyźni zdążą odpowiedzieć w drzwiach pojawia się jeszcze jedna pracownica (to już chyba pełny skład!?) i też obrzuca oburzonym spojrzeniem niepokornych gości.
 Panowie wyglądają jakby chcieli zapaść się pod ziemię. Wzrok wbity w podłogę, wstyd rysujący się na twarzy. Na myśl przychodzą mi obiady ze szkolnej stołówki w podstawówce i wyczekiwanie na moment, w którym nikt nie zauważy pospiesznie odnoszonego niedojedzonego obiadu.
 A myślałem, że już nigdy tego nie doświadczę!
/Dawid

Read more...

ziarnko czeskiej kawy

/wrzesień 2015, Czechy – Broumov - parking przed klasztorem, przerwa na kawę
 
   W 2011 roku świat obiegła niezwykła wiadomość! Pod podłogą jednej z sal zamku królewskiego na Hradczanach w Pradze znaleziono JEDNO ZIARNKO KAWY! Jak podaje na swoich stronach polskie radio tę sensacyjną wiadomość archeolodzy ukrywali przez dwa lata zanim zdecydowali się nią w końcu podzielić ze światem. Dlaczego ukrywali? Bo wspomniane ziarnko zrewolucjonizowało historię kawy w Europie Środkowej! Okazało się oto, że wcale nie Polak Jerzy Franciszek Kulczycki serwował pierwsze kawy w tej części Europy. Dotąd polscy historycy przekonywali, że to właśnie żołnierz Sobieskiego - Kulczycki - po odsieczy wiedeńskiej założył w Wiedniu pierwszą kawiarnię Europy Środkowej. Tymczasem ziarnko spod praskiej podłogi obaliło tę teorię! Pochodziło bowiem z czasów cesarza Rudolfa II (XVI/XVII wiek). A więc to w Czechach pijano pierwsze kawy w tej części świata!

    Ale kawiarnie to nie wszystko! W Czechach powstała też pierwsza herbaciarnia Europy Środkowej. Czesi zawdzięczają ją Rosjaninowi Bakuninowi, jednemu z ojców anarchizmu, emigrantowi, który pewnego chmurnego dnia 1848 roku w jednej z praskich kawiarni zamawiając herbatę spotkał się ze zdziwieniem wszystkich obecnych. Nikt w ówczesnej Pradze nie pił herbaty!Bakunun nie zrażony poszedł do kawiarnianej kuchni gdzie sam zaparzył herbatę z własnych zapasów. Tak rozpoczął się w Czechach wielki bum na picie herbaty. Stąd w czeskim, tak jak w rosyjskim herbata to „czaj”.
 
[Dawid]
 
Read more...

Ekonomia po ożarowsku

/rynek w Ożarowie; zdjęcie: PolskieKrajobrazy.pl

    Jadąc krajową siedemdziesiątkądziewiątką z Warszawy na Bytom w pewnym momencie robi się mocno niemiecko. Z Drezna wjeżdża się w Lispko, za którym zaraz zaczyna się Śląsko. Niewiele dalej leży Ożarów (dzisiaj niespełna 5 tysięcy mieszkańców). Rozpoznać go można z daleka po charakterystycznej bryle cementowni wyrastającej z równego zielonego, leśnego horyzontu.

    Rynek w Ożarowie może nie zachwyca urodą (choć był niedawno remontowany), ale wart jest odwiedzenia. Na jego południowo-zachodnim rogu stoi niepozorny sklep mięsny, w którym sprzedaje się... lody gałkowe. Po złoty trzydzieści gałka. Stoję przy lodówce i próbuję sobie przypomnieć kiedy ostatnio kupowałem tak tanie lody gałkowe. Przypominam sobie! Dziesięć lat wcześniej, też w świętokrzyskim. Po złotówce, ale wtedy w jakiejś okolicznościowej promocji. Pytam więc, nie kryjąc zdziwienia, sprzedawcę który na chwilę oderwał się od lektury Faktu, jak zarabia na tak tanich lodach?
- ja nie muszę zarabiać, i tak tu muszę siedzieć, wystarczy mi, że będzie z tego na opłacenie światła;
  Chyba wyglądam na mocno zdziwionego i nieprzekonanego, bo sprzedawca dodaje po chwili, nakładając mi trzecią gałkę:
- ważne, że właścicielka lodziarni na rynku nie może przeze mnie podnieść cen; już dawno sprzedawałaby po dwa złote, a tak musi po złoty pięćdziesiąt!
  Chyba nadal nie rozumiem tej lokalnej ekonomii, co wcale nie przeszkadza mi cieszyć się z takiego pojmowania zasad rywalizacji i konkurencyjności!

 

[Dawid]

 

Read more...

Mońki, czyli szybki przepis na miasto

/front Urzędu Miasta (będącego jednocześnie Starostwem Powiatowym) w Mońkach

    Noc. Chwilę przed północą. Jesteśmy w Mońkach. Podlaskie. Gdzieś pomiędzy Białymstokiem, Mazurami a Suwałkami. W Mońkach nie ma żadnych atrakcji. Kiedy zatrzymujemy się na dłużej pod pomnikiem ofiar drugiej wojny światowej zdziwieni miejscowi dopytują czego szukamy. Niczego nie szukamy. Przyjechaliśmy zobaczyć Mońki! Niemożliwe, przecież nikt nie przyjeżdża oglądać Moniek!
    Pierwszy raz zobaczyłem je kiedy miałem 10, może 12 lat, na mapie wyciągniętej z szuflady dziadka. Mapa była stara. Z lat 50. Mońki były podkreślone na zielono, co według legendy oznaczało, że były siedzibą powiatu. Ale Mońki były wsią! Sprawdzałem to kilka razy, bo w głowie nie mogło mi się pomieścić żeby wieś była siedzibą powiatu! A jednak. Po prostu w okolicy nie było żadnego miasta, które mogłoby spełniać tę funkcję.

    Oczywiście wieś szybko przestała być wsią i szybko zaczęła się rozbudowywać. Po peerelowsku. Powstały osiedla bloków wielorodzinnych, liceum, duża mleczarnia, zakłady przemysłowe, infrastruktura publiczna. Dzisiaj Mońki liczą ponad 10 tysięcy mieszkańców (z 212 w 1921 roku).

    Niby żadna wyjątkowa historia. Dokładnie na tej samej zasadzie w tym samym czasie rozwinął się Rzeszów, który w latach 40. został stolicą województwa (wówczas niewiele ponad 20 tys, dzisiaj 180 tys mieszkańców), dokładnie tak samo było w XIX wiecznej Galicji – za przykład niech służy Kolbuszowa, która stolicą powiatu została w latach 60. XIX wieku. Podobnie było w tym samym czasie z Budapesztem, który po podziale kraju na Austro-Węgry został drugą stolicą (największy boom budowlany i najpiękniejsze kamienice to właśnie ten czas!). Przykłady z pewnością można by mnożyć.

    Mieszkańców Moniek i Kolbuszowej łączy pewnie jeszcze niejedno. Choćby liczna emigracja i niełatwe stosunki z sąsiadami. Produkty uboczne szybkiego rozwoju?
 
[Dawid]
 
Read more...

ostrowizacja Europy Środkowo-Wschodniej (?)

/huta w Ostrowcu Świętokrzyskim, zdjęcie archiwalne; źródło: um.ostrowiec.pl
 
   Ostrowiec Świętokrzyski. Najtańsza stacja benzynowa w mieście przy drodze przelotowej Tarnobrzeg-Radom, wciśnięta gdzieś w poprzemysłową okolicę. Na dystrybutorach nie ma kolorowych plakatów informujących o oszczędności czasu i pieniędzy przy samodzielnym tankowaniu gazu. Czekam więc na pracownika. Młody chłopak. W rozmowie dowiaduję się, że naprzeciwko (dzisiaj tory przeciągnięte przez pustą przestrzeń) stała kiedyś ogromna huta zatrudniająca kilkanaście tysięcy ludzi, i że została z niej tylko namiastka z tysiącem pracowników. Kilkaset metrów dalej stoi dworzec autobusowy, który znam doskonale z dawnych przejazdów na trasie Kolbuszowa-Warszawa. Do Ostrowca można było spać, od Ostrowca już nie – w autobusie robiło się wtedy zwyczajnie za ciasno.

    Tankowanie się kończy. Kończymy też naszą rozmowę. Słucham opowieści o miejscu tonącym w zupełnej beznadziei, bez jakichkolwiek perspektyw na pracę, z którego wyjechali prawie wszyscy młodzi ludzie, o mieście, w którym z 70 tysięcy mieszkańców zostało tylko 30 tysięcy.

   Wiem, że podobne rzeczy mógłbym usłyszeć w bardzo wielu innych miastach powiatowych w Polsce. W leżącym sześćdziesiąt kilometrów bliżej Warszawy Radomiu, od czekających o piątej rano na codzienny pociąg do pracy do Warszawy, w położonym jeszcze czterdzieści kilometrów dalej Dęblinie słynącym ze swojej szkoły lotniczej, od młodych zarzekających się, że tutaj nie ma za co żyć, czy w jakimkolwiek innym zakątku Polski.

    I to wszystko w zasadzie można by nawet wyjaśnić procesami ekonomicznymi, zmianami gospodarczymi, dynamicznie rozwijającymi się metropoliami wysysającymi z prowincji siłę roboczą i zakłady pracy.
   Tylko jak wyjaśnić fakt, że ostrowiecka huta, która zredukowała zatrudnienie z 17 tysięcy do 1,3 tysiąca, wciąż jest wśród 300 największych zakładów Europy Środkowo-Wschodniej??
 
 
 [Dawid]
Read more...

Po drugiej stronie Wisły

/Most na Wiśle pod Tarnobrzegiem; zdjęcie znalezione w Internecie 

   Przekraczałem go wielokrotnie. Jest wąski, stary, nitowany, a Wisła wygląda z niego imponująco. Przejazd przez most pod Tarnobrzegiem jest zawsze dla mnie przekraczaniem granicy. Kiedy jadę na północ czuję się tam nieswojo, kiedy wracam na południe – jakbym wracał do domu.

   Wcale nie chcę przez to powiedzieć, że kraj nam się jeszcze nie zrósł po zaborach i że Wisła rozgranicza dwie różne Polski. Ale jak to jest, że bardziej „u siebie” czuję się na średniowiecznym niemieckim rynku w słowackim Bardejowie, czy na brukowanych ulicach starego miasta we Lwowie niż na wielkich, szerokich placach Lublina czy potężnych alejach Warszawy?

  Zastanawiam się, czy to samo czuli wkraczający w Świętokrzyskie legioniści Piłsudskiego w 1914 roku. Czy ci chłopcy spod Krakowa, Tarnowa, Nowego Sącza nie czuli się obco w małych, starych, prowincjonalnych miasteczkach, dawniej leżących w samym sercu Polski, a wtedy na krańcowej prowincji Imprerium Rosyjskiego? Czy to samo czuli galicyjscy ochotnicy, których w radomskiem w 1863 witały wypisane cyrylicą afisze na drewnianych, przypominających te irkuckie, domach tamtejszych miast? Czy powstańcy z Kolbuszowej, którzy w 1833 przekroczyli Wisłę też nie czuli się obco po tamtej stronie? A odwrotnie? Czy powstańcy listopadowi uchodzący spod Warszawy w 1831 roku nie czuli się w Galicji jak za granicą? Byli przecież wśród ludzi, którzy nie wiedzieli kto to wielki książę, nie znali zsyłek na Sybir, od 1768 roku nie przelewali krwi za ojczyznę, wśród ludzi, których nie interesowało to co dzieje się w Petersburgu.

   I jeszcze, dlaczego nam tak blisko do Słowaków z Bardejowa czy Ukraińców ze Lwowa? Czy to przez sto pięćdziesiąt lat wspólnej historii? Czy przez to że razem patrzyliśmy na południe, do Wiednia, zamiast na Wschód? Czy to dlatego, że wszyscy mieszkamy u stóp tych samych Karpat?
   A może to tylko złudzenie i tarnobrzeski most nie jest już dzisiaj dla nikogo żadną granicą?
 
[Dawid]
 
Read more...

odkryj Biecz! z audioprzewodnikiem.

/podczas przygotowywania nagrań, muzeum w Bieczu

   W najbliższy weekend podsumowujemy tegoroczną edycję Akademii Nowoczesnego Patriotyzmu. W tym roku udało mi się pomóc licealistom tylko w jednym projekcie społecznym. Liceum z niespełna  pięciotysięcznego Biecza. Klasa humanistyczna. Wymyśliliśmy promocję miasta. Warunki były dwa: musiała być dobra i darmowa. Darmowa bez wątpienia jest, czy dobra - oceńcie sami - strona przygotowana w ramach projektu znajduje się dokładnie tutaj:
 
 
i na marginesie tego doświadczenia - robienie z uczniami audioprzewodników na prawdę może być inspirującym zajęciem!
 
[Dawid]
 
Read more...

jak zarobić na doktoracie?

  Przechodząc niedawno przez Stawową (deptak na linii autobus - pociąg w samym sercu miasta, na miejscu dawnego stawu hutniczego) w Katowicach zatrzymałem się przy stoiskach ze starymi książkami. Zatrzymałem się z zamiarem nicniekupowania (często wchodząc do antykwariatów stawiam sobie takie cele, ale nie wiem czy kiedykolwiek udało mi się w takim wytrwać!?). Znalazłem prawdziwą perełkę! Atlas Kuby wydany w 1978 roku w Hawanie. Skąd atlas Kuby wydany w 1978 roku w Hawanie na Stawowej w Katowicach - pytam młodej dziewczyny, u której chwilę wcześniej wynegocjowałem maksymalną możliwą zniżkę - ? -- A przychodzi do nas taki starszy pan, który ma w domu przeróżne książki. Czasem przynosi coś żeby sprzedać, czasem tylko żeby się pochwalić.

   Ale tu nie o atlasie Kuby a o panu, który ze swoim owczarkiem niemieckim stoi sto metrów niżej, też przy Stawowej. Ja oczywiście go nie zauważyłem, skupiony na stoiskach z książkami, na szczęście mam znajomych, którzy wykazują się większą wrażliwością na takie rzeczy. Nie żebra. Pracuje żeby utrzymać siebie, żonę (też niepełnosprawną) i psa. Sprzedaje książki. Tyle, że wybór u niego znacznie mniejszy, na zakup atlasu Kuby go nie stać. Postanowiłem mu oddać część tego co zalega mi na półkach (w tym miejscu ukłony dla Kasi, która przewiozła książki:). Oczywiście żadne micyjne, raczej te które leżą schowane na dnie albo z samego tyłu. Wśród nich też książki, które od lat cierpliwie czekały na jedno - aż zostaną użyte do napisania doktoratu o kulturalnych stosunkach polsko-francuskich w XVI i pierwszej połowie XVII wieku. Chyba już czas przyznać się, że taki doktorat nie powstanie. A jeśli - to nie ja go napiszę. Tyle będzie z tego pożytku, że może ktoś książki wypatrzy i zostawi za nie pare złotych. I w ten sposób będzie to wyjątkowy doktorat - mimo, że nie napisany, to pozwalający zarobić!
 
A dla tych, którym się marzy doktorat o stosunkach polsko-francuskich - książki czekają na Was tutaj:
http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/878325,jak-zebrak-z-katowic-stal-sie-symbolem-traktowania-przez-panstwo-osob-niepelnosprawnych.html
 
[Dawid]
 
Read more...
Subscribe to this RSS feed